Blog
  • dla szczęścia warto się pochylić

    dla szczęścia warto się pochylić

    AutorEM
    W KategoriACH
    ,
    Data publikacji
    Data edycji

    O kilku momentach w życiu, z których zapamiętałam ich delikatne fragmenty, pojedyncze kadry tylko, i aż. Je wszystkie łączy jedno: czterolistna koniczyna. .

    Będąc dzieckiem, możliwe, że podstawówka gdzieś 3, 4 klasa, już byłam w okolicach nie swojego placu zabaw, między moją szkołą, a domem. Taki skromny plac zabaw, a cudowny – jeden przepiękny domek; i wystarczy. Po drodze do domu, no, trochę na około, było z górki, i gdzieś tam się natknęłam pierwszy raz, szukajac oczywiście, wiedząc, że są takie, i że są rzadkie. Gdzieś w tych samych okolicach czasu i miejsca znalazłam też i drugą. Zatem można. I ma to szczęście dawać.

    Kolejna była spektakularna, mając 16-lat, zerwawszy z chłopakiem, a potem powróciwszy do niego stojąc na pierwszym stopniu z drabyny ambony, zeskoczyłam z ów stopnia i wzrok mój spoczął na czterolistnej koniczynie. Tak było, nie ściemniam, aż dziwnie.

    Dalsze też będą…

    Razu pewnego wyrzuciłam zafoliowaną koniczynkę, nie wiem którą, bo stwierdziłam, że „już mi nie potrzebna”. Wyrzuciłam ją przy panu T. 2015, bo taki niby był wspaniały…

    Dość niedawno, może w zeszłym roku, znalazłam w ogródku teściów brata. Chyba ją zachowałam, ale gdzie? Może to ta z obudowy co się połamała, jak ją otworzyłam. Chyba tak.

    w tym roku z kolei miałam świetną sytuację. Byłam na spacerze wokół pobliskich pól. Afirmowałam sobie znalezienie czterolistnej koniczyny. Zawsze też patrzę jak mam okazję. I tak sobie szłam, lekko pochylona, i jest… super! To ja w myślach, że bym jeszcze jedną chciała, panie Boże, jak już dajesz. Chwilę dalej patrzę, jest! No to ja w śmiech, i zadziornie, że ale to by było, jakby jeszcze i trzecią dał, haha! No i dał 🤭 tylko tu niestety smutna historia powstała, bardzo zwiotczały koniczynki, a w domu ich nie przycisnęłam niczym, i się zmarnowały, niestety.

    no a teraz niedawno w czerwcu urwała mi się moja czerwona bransoletka na lewej ręce, właściwie ja ją urwałam ściągając koszulę. Na następny dzień znalazłam czterolistną koniczynę. Mam ją w obudowie telefonu, wraz z nitką czerwoną. I na tapecie zdjęcie czterolistnej.

    Mamy pierwszy sierpnia i zrewiduję lipiec pod kątem czterolistnych koniczyn. U teściów, u których pierwszy raz byłam, znalazłam niedaleko siebie aż sześć koniczyn. Jedną znalazłam nad jeziorem, aby pokazać dzieciom, że można. Jedną z sześciu podarowałam koleżance. Potem znalazłam jeszcze jedną koniczynkę, jednak była ona… pięciolistna!

    Da się znaleść szczęście, jednak trzeba szukać, pochylić się, poprzyglądać się, i przede wszystkim mieć wiarę, że jest to możliwe.

    Buziaki.